Zegarki Tommy Hilfiger
Specyfika wyrobów
W jaki sposób Tommy Hilfiger projektuje zegarki? Jak to się dzieje, że jego chronometry zyskały taką popularność? Ten fakt może dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę renomę starych firm szwajcarskich. Trzeba przyznać, że sprawa wydaje się dość prosta, choć pozornie można uznać ją za skomplikowaną.
Podobnie jak poprzez buty i ubrania, tak samo poprzez zegarki, wpływa ten znany projektant na świat mody i na powszechnie panujące gusta. Tommy Hilfiger zegarki wkomponowuje w całość swoich kolekcji. Na pierwszy rzut oka może tego nie widać, ale gdy już założy się na siebie więcej rzeczy z danej kolekcji, wówczas dopiero można zobaczyć to subtelne połączenie.
Nie znaczy to wcale, że Tommy Hilfiger zegarki przewiduje jedynie do noszenia z innymi swoimi gadżetami i ubiorami. Nic z tych rzeczy. Tajemnica sukcesu polega między innymi na tym, że Tommy Hilfiger zegarki tak projektuje, by jednocześnie stanowiły pewną linię znamionującą kreatora, ale i nie przekreślały indywidualności właściciela. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że tę indywidualność podkreślają, choć z udowodnieniem tego będzie już trudniej. Łatwo to dostrzec, gdy spogląda się na wydane przez Tommy Hilfiger zegarki, ale o wiele trudniej przekonać o tym Czytelnika poprzez sam opis.
Styl amerykański – styl europejski
Starając się przybliżyć starą metodą opisową to, w jaki sposób Tommy Hilfiger zegarki projektuje i jaki uzyskuje ostatecznie efekt, autor staje właściwie przed zadaniem niewykonalnym. Wiem, że można pisać o dobrym amerykańskim stylu. Cóż to jednak znaczy? Przyznam szczerze, że styl amerykański zazwyczaj oznacza brak stylu lub po prostu kicz. Jest to moje subiektywne odczucie europejczyka, który przyzwyczajony jest do pewnej głębi wyrazu. Natomiast styl amerykański kojarzy mi się raczej z powierzchownością. Trudno zatem uznać, że wydawane przez Tommy Hilfiger zegarki prezentują styl amerykański. To dość oklepane stwierdzenie i w dodatku nieprawdziwe.
Nie należy mniemać, że uważam obecne trendy europejskie za dużo lepsze. Niestety tak nie jest. Ujmując to kolokwialnie, trzeba uznać, że naszym kontynentalnym kreatorom mody poprzewracało się w głowach. Często zapominają o zdrowym rozsądku i funkcjonalności. Większość ich projektów nie nadaje się do noszenia, a forma dla samej formy, jakoś do mnie nie przemawia.
Zdaje też sobie sprawę, że dopuszczam się generalizacji. Takie generalizacje zawsze są dla kogoś krzywdzące. Zdarzają się bowiem wyjątki, zarówno u nas, jak i za oceanem. By zgrabnie powrócić do głównego tematu mojego wywodu, przypomnę, że do takich wyjątków należą niewątpliwie wydawane przez Tommy Hilfiger zegarki, jak też inne jego produkty.
Szlachetne materiały
O czym więc pisać i co pokreślić? Kolejny atut to materiały wykorzystane w tych modelach chronometrów. Faktem jest, że Tommy Hilfiger zegarki robi z najszlachetniejszych materiałów i są one bardzo wytrzymałe. Tu jednak rodzi się kolejna wątpliwość. Sam materiał o niczym nie świadczy. Można go bardzo różnie wykorzystać. Przecież ze szlachetnych materiałów również może powstać zwykły kicz i tandeta.
Sam materiał dzieła sztuki nie czyni. Dla przykładu, zloty pierścionek jest wart cztery razy tyle co sam materiał z jakiego został wykonany. Można się o tym przekonać, gdy zostanie uszkodzony i sprzedajemy go po cenie samego kruszcu.
Rozumiem, że zniecierpliwiony Czytelnik może posądzić mnie o przekorę. Co właściwie oznacza ten tekst i do czego prowadzi? Czy autor uważa, że Tommy Hilfiger zegarki projektuje wspaniale, czy wręcz przeciwnie? Można po prostu piszący tekst bawi się z Czytelnikiem, by doprowadzić go do czegoś zupełnie nieoczekiwanego lub zostawić zdezorientowanego na rozdrożu? Nie taki jest mój zamiar i intencje. Próbuję, lecz mi nie wychodzi. Staram się jedynie wykazać, że opisując te zegarki projektowane przez firmę Tommy Hilfiger , staję przed zadaniem niewykonalnym. Czy mam się rozpływać w tanich komplementach? Język współczesnej reklamy brzmi dla mnie jak bełkot. Ciągle powtarza się te same slogany. Wszystko jest najlepsze i najwspanialsze. Nie chcę popełnić tego samego błędu. Często naprawdę dobry produkt poprzez taką reklamę więcej tarci niż zyskuje w oczach potencjalnego klienta.
Jeśli ktoś mi nie wierzy, powinien sam spróbować napisać podobny artykuł. Gdy będzie unikał wzorców zaczerpniętych ze świata reklamy i starał się stworzyć coś oryginalnego, sam się przekona, że jest to niezwykle trudne. Chciałem opisać dobrze projektowane przez Tommy’ego Hilfigera zegarki. Zamiast tego muszę się uznać za pokonanego. Odchodzę z palcu boju pocieszany jedynie tym, że nie uległem powszechnym trendom i dzięki temu nie zaszkodziłem produktowi. Czy w jakiś sposób pomogłem? Osąd zostawiam w rękach Czytelnika i liczę na łagodny wyrok oraz wyrozumiałość. Może następnym razem muzy będą łaskawsze…
4,84_S

